Po wynikach ujrzałam wszystko jaśniej. Można być kompletnym idiotą i nie mieć za grosz wyczucia chemicznego, a zdać maturę z chemii genialnie. Można nie wiązać za bardzo faktów z biologii, a wymyślić coś na mądry wynik. Nie wiem, jaki cel jest w zdawaniu tych matur. Na początku cały rok pompują w ciebie brednie, że jesteś gównem, śmieciem i nic nie potrafisz. Dzieje się masa przykrych dla zdolnego ucznia rzeczy. W końcu pierdolisz maturę faktycznie i ich miny wykrzykują triumfalnie „a nie mówiłem?”. Jak dla mnie nauczycieli w polskiej edukacji w ogóle brak. I nie interesuje mnie, czy zostanie zniesiona Karta Nauczyciela czy nie, czy wejdzie miliard nowych reform czy będziemy grać w tą samą grę po sam koniec świata. Pragnę tylko, żeby w końcu przestało się obrywać w tym wszystkim ludziom, którzy za kilka lat przejmą drążek i będą rządzić państwem. Czy mądrzej? Zobaczymy. Jedno jest pewne – nowych zasad sobie nie wbiją, a zabita kreatywność i kult anonimowości prędzej czy później da się we znaki. Oby tak dalej. Jeszcze przede mną dobrych parę lat edukacji, sraki z powodu systemu, mieszczącego się jedynie w określeniu „pojebany”.