percha blog

Twój nowy blog

Wpisy w kategorii: Bez kategorii

Siedzę pod niebem. Czuję jak jego ogrom mnie przytłacza, a jednocześnie zachwyca.

Chmury przesuwają się dość szybko, popychane nieublagalnie wciąż do przodu i do przodu.
Samotna para na samym środku parku. Taka nieświadoma czyichś uważnych oczu, spoglądających z ciemności. Otoczeni przez drzewa, osłonięci płotem. Oświetleni urokliwym i tajemniczym blaskiem latarni.
Już niedługo będą zaledwie ulotnym wspomnieniem. Nikt nie przypomni sobie ich twarzy, napięcia i namiętności w ich oczach.
Być może to już ostatni raz. Skąd wiesz, że się jeszcze zobaczymy? Bo ja myślę, że masz w oczach strach. To dlatego swoim wzrokiem karmisz ścianę, kaloryfer i sufit. Nie kierujesz go na mnie. Boisz się, że mur runie. I zobaczysz nowy, nęcący świat. Jak tylko go poznasz, samodyscyplina wyrobiona twardo przez tyle samotnych lat, stanie się zwykłym ciężarem.
Ale ja wiem, że jest tam też światło. Break me down.
Siedzę sama w ciemności, wyglądając za okno. Romantyczna pocztówka. Intymność tego wieczora obnaża się przede mną, współżyjemy ze sobą jak kochający się ludzie. Czuję, że mnie wypełnia mieszanka rozkoszy i strachu. Zawsze bałam się ciemności, może dlatego tak bardzo się kochamy.
Jestem sama. Nie ma teraz nikogo, żeby mnie ukoić i powstrzymać przed świętowaniem nicości. Igrzyska rozgrywają się we mnie. Psychomachia?
Jedzie pociąg. Przypomina mi to o tym, że te tory ciągną się tam, gdzie chciałam się jakiś czas temu znaleźć. Dziś już nie chcę i nie mogę. Dobrze, że jest chociaż kotka. To nie człowiek, nie mogę liczyć na jej odpowiedź, ale jej cisza jest i tak wspaniała. Wystarcyz mi jej pełen aprobaty mruk, jestem w niebie.
Muszę skończyć moją myslozbrodnię. Muszę popełnić chemię. Więcej chemii.
Chodź tu.

Czasem się zdarzają takie niesamowite oczy.
Tak przepełnione siłą i optymizmem, że jedno zapatrzenie się w nie, umie wyrwać Ci z płuc najświeższą porcję tlenu, wywołać klęskę żywiołową w ustach i sprawić, że Twój język będzie tylko martwym kołkiem. Wtedy, kiedy starasz się wypowiedzieć cokolwiek, okazuje się, że da się jedynie wysapać cos zupełnie nieskładnego, co przywodzi na myśl jedynie mumię, która po szalonej ilości lat w okradzionej piramidzie ma zamiar teraz coś przekazać światu. „Mmm” zaczyna się mormorando, przerywane histerycznymi atakami połykania nieistniejącej śliny.
Oczy milczą, nie ułatwiają wysłowienia się. Oczekują. Wstrzymują oddech, żeby wydać podświadomy osąd.
Czy dostanę drugą szansę, żeby udowodnić, że nie jestem szaloną mumią?
Na razie wstrzymują się z werdyktem. Ja to widzę, czuję. Gonią za mną w mojej głowie, jak w jakiejś Gombrowiczowskiej wizji. Uciekam przed nimi i chowam się w futrze. Nie pachnie toaletą, to dobrze.

Moje ataki odbijają się od Twoich oczu.
Nic już nie wiem.
Czasem się zdarzają takie niesamowite…niesamowite oczy.

#27 x-mas.

Brak komentarzy

Siedzę od 7.30 zupełnie obudzona, walcząc z mdłościami, które wywołuje moje ostatnie niejedzenie. Wiem, że z jednej strony, to zachowanie zakrawa na anoreksję („w przeciwieństwie do mojej sylwestki”-stwierdziszy kobieco), ale z drugiej to nie robię tego w imię niższych racji, tylko zwyczajnie, z lenistwa. Jak zawsze.

Na zewnątrz iście świąteczna pogoda. Cały śnieg, który nieśmiało napadał nam na głowy niespełna dwa dni temu, dziś jest już tylko w postaci płynnej i wątpię, by gdzieś zachowały się jego zbite kolonie. Na ziemi króluje urocza chlapa, która przypomina nam o każdym kroku, o tempie życia i o tym, by trzymać się z daleka od krawężników. „Jest zima” – świadczy moja kawa, robiąc się w chwilę kostką lodu, co w kontekście panującej dookoła temperatury zdaje się być niemalże nie do zniesienia.
Plany na tę przerwę są niezbyt rozbudowane. Generalnie oprócz klasycznego odpoczynku, chciałabym poudawać nerda i napisać cholerną pracę, żeby mieć zaliczoną ustną część matury. Co ja się będę z „polskim” pieprzyć, jak mi zupełnie przyjemności nie sprawia wyczytywanie cudzych esejów, napisanych takim językiem, żeby drugi człowiek wziął tekst do łapki i nie zrozumiał nic. To jest styl na-u-ko-wy. Poudawajmy, że inteligencję ma się na papierku, nie zaś w głowie.
Atmosfera domowa iście utopijna. Wszyscy współpracują w spaniu. Królestwo porządku.
Chyba zrobię sobie kolczyka w mózgu.

#26

Brak komentarzy

Siedzę sobie z midowym grzeńcem i płonącą świeczką, która ozdabia mój pokój spokojnym i pięknym zapachem. Jestem spokojna i zadowolona z życia, cieszę się tą chwilą. Jednak gdzieś wewnątrz walczą wciąż równorzędne racje, równorzędne uczucia. Wiekowy instynkt, konserwatyzm (rozumiany jako niechęć do zmian) i delikatne uczucie o zabarwieniu silnie romantycznym. Zwłaszcza to ostatnie nie daje mi o sobie zapomnieć, bo jest w tej chwili deptane i ignorowane. Rozrywa mnie od środka swoimi sprzecznościami. Nieuporządkowaniem. I takim…bólem? Jak nazwać tę bezbrzeżną odchłań, w którą spada się z ręką wyciągniętą ku górze. Dookoła ciemność, a głowa zadarta na przekór wszystkiemu ku górze, w stronę światła. Usta proszą o pomoc, jednak dźwięk nie niszczy idealnej ciszy próżni. Żadna fala nie poruszy pustki, nie ma takiej siły.

Czuję jakby wszystko było z góry wybaczone, jakbym nie miała żadnego wyboru. Jest mi przykro, ale nie ma złości ani żalu do osoby z imienia i nazwiska. Jest tylko ten produkt reakcji, który mógłby zostać odebrany sercu jednym ruchem ręki.
Stoję sama z opuszczonym bukietem. Odpadają z niego listki. Walentynki skończone, serce wyrwane i kolejny raz ciśnięte w ogień.
Płoń, nie żegnam Cię.

We all know there is no way back now.

język agresji

1 komentarz

Ja pierdolę. Czasem myślę, że jestem w związku z jakąś kretynką, która ma kompletne zero pomysłów na to, że druga osoba może mieć uczucia. Ja nie wiem, czy ona nie ma jakiejś refleksyjnej części charakteru?

Powiedziałam jej, że nie życzę sobie jej kontaktu z Tamtą. Nieważne, czy sama próbuję wybaczyć i zapomnieć, czy nie. Ale ona zwyczajnie wszystko bierze i kurwa pieprzy. Nie mam ochoty na żadne godzenie się, na żadne miłości, na żadne rozumienie i wybaczanie, a na fochy i okazywanie całego ogromu negatywnych uczuć, które mnie wypełniają. Nie jestem z cukru, ale też nie z betonu.
Co to ma w ogóle być. Jak kurwa można o kimś myśleć poważnie, a jednocześnie tak idealnie wszystko mieszać? Jak można nie wpaść na pomysł, że może warto zadbać na święta o jakieś kontaktowe zabezpieczenie, a pisanie do kochanki nie jest dobrym pomysłem? Jestem załamana tym poziomem.Czuję, że to się ze mnie wylewa, że jestem wściekła, że mam ochotę rzucać rzeczami o ścianę zamiast bębnić w tę klawiaturę z całej siły. A po policzkach toczą się powoli łzy, oddech przyspiesza i odcinam się od tu i teraz.
W tej chwili chcę to zakończyć. Nie wiem, gdzie bym była bez tego związku, ale nie mogę go mieć za wszelką cenę. Czasem się łapię na tym, że nienawidzę tego, co ona mi robi i co się dzieje. Nienawidzę. Chyba się w sobie zamknę szczelnie i nikogo nie wpuszczę w siebie. Tak się czuję, jakbym jednak nie znalazła miłości. Była nią dla drugiej osoby, ale nie znalazła odwzajemnienia.
Jak to powiedziała pewna mądra starsza pani „Isnieją różne definicje miłości, każdy rozumie ją inaczej. On ją kochał szalenie. Tylko, że dla niego „kochać” znaczyło „mieć na własność”.”. Ona kocha, kocha bardzo, ale nie w taki sposób w jaki ja chcę być kochana. Chociaż może mówię to raczej przez pryzmat tego, że otworzyła dzisiaj we mnie na nowo tę furtkę, którą próbowałam te parę miesięcy w sobie zamknąć. Ale z niej nieczuła idiotka. Tak myślę.
Ogarnia mnie już otępienie i spowodowany tym spokój. Dłonie są ciężkie, a palce nie chcą pisać. Mam ochotę na papierosa, ale nie mam zamiaru teraz palić.
Ten dzień już spisałam na straty, już mnie przytłoczył.

Jestem szczęśliwa w swoim związku, jestem. Ale zdarzają się takie momenty jak ostatnio, kiedy ta głupia kobieca część krzyczy, że jednak ma ochotę spróbować czegoś innego. Wali małymi piąstkami w moje serce aż zaczyna bić i pompować do mózgu zatrutą krew, podłą krew. Skrzywiona sprawia, że pojawiają się myśli, których nigdy tam nie chciałam i których nie chcę. A potem na domiar złego przez jakiś czas przychodzą sny, które nie idą sobie precz ode mnie nawet po przebudzeniu. Nawet wtedy. I czuję się zagubiona, samotna, gdzieś po drugiej stronie półkuli. Nadchodzi zima, powietrze się ochładza a dni są coraz ciemniejsze. Ja też.

Jedyne czego chcę, to zwinąć się w kulkę. „Idź stąd, idź stąd” – psuć ciszę życzeniami ukrytego serca, drugiego serca.
Jeżeli nie można kochać dwóch osób jednocześnie, niech jedno z tych uczuć pójdzie szukać innego właściela, ja naprawdę nie jestem dobrym miejscem dla tak wielu dzikich lokatorów. Nie stać mnie na utrzymanie ich.

weź się pan.

1 komentarz

Myśli pozytywne tylko brzmią pozytywne, ale jest w porządku.

Nic nie ogarniam, czuję tylko taką lekką potrzebę pisania. Gdzieś we mnie gniecie się dziwne uczucie. Na swoim miejscu nie zdaje się być nic. Wraz z namiastką miłości kroczy tęsknota. A gdzieś obok niej czai się ból czy strach albo jedno i drugie. Czuję jakiś zastój, blokadę w pracy. Kawa gasi pragnienie i budzi, a papierosy lecą, jakbym umiała palić.
Subtelna jesienna chandra zajrzała w moje drzwi. Jej owoce cieszą oczy innych ludzi. Mnie na tę chwilę ucieszyłaby jedynie informacja o Ich wyjeździe, chociaż za nimi tęsknię. To kolejny idiotyzm życia. Kiedy w końcu odkrywasz, że zależy Ci na rodzinie, okazuje się że zaraz opuszczasz dom. Słodkie dzieciństwo popsuły mi poszukiwania dorosłości. To smutne, bo jestem teraz przez to tylko zgorzkniała.
Sny. Pojawiła się w nich A. Nie moja, obca.
Nie tęsknię już od dawna. Dzisiaj nie jest żadnym wyjątkiem. Szkoda, że rozumiem to tylko ja.

Chciałam walnąć coś szczerego i grafomańskiego, tymczasem wypróbuję sposób myślenia pozytywnego, bo podobno to działa lepiej. Nie mam też czasu, strzepnę szybko.

Jestem szczęśliwa i trzymam szczęście mocno w rękach.
Tylko, że mam serce i kiedy wszystko jest tak idealnie, to pojawia się w człowieku chęć destrukcyjna.
Co by się nie stało, ja i tak będę chora na szczęście. Będę chora na szczęście. Jestem chora na szczęście.
Nie, stop, żadnych metafor, lepiej wrócę do pierwszego zdania…
Jestem szczęśliwa.
Szczęśliwa, bo moje życie jest wspaniałe. Pięknie poukładane i panuję nad nim. Nic się nie zepsuje, nie jestem sama.
(Boże, spraw żeby ta notka była chociaż w połowie tak pozytywna jak powinna być i, żebym ani jednym słowem tu jednak nie skłamała)

#20. Nic.

Brak komentarzy

Za oknem leje, a warstwy chmur odcinają cały Szczecin od słońca. Sprawia to, że nic mi się nie chce i czuję się taka…powolna i ciężka. Mam ochotę wpakować się pod kołdrę i obejrzeć horror. Czuję się też cholernie samotna. Prawdobodobnie mój telefon spocznie w trumnie obok mnie. Tak, w miejscu jakiegoś życiowego partnera. Tego, żeby ktoś był obok i to zawsze z moją wzajemnością nie doczekam. Bo dotychczas w większości przypadków szło realizowanie pierwszej części, a z drugą szybko się pojawia problem, który sobie przemilczam. To nie tak, że chcę ranić. I nie tak, że chcę zdradzać. Ja tylko w pewnym momenciu stoję jedną nogą w gównie i mi ono śmierdzi równo, ale ja za nim widzę coś lepszego. „Lepsze jest wrogiem dobrego” usłyszałam chwilę przed nałożeniem czarnego na mój rudy. „Lepsze” wiąże się jedynie z ryzykiem, a dobre zapewnia tylko dawkę nudy.

Poza tym mi się zwyczajnie w dupie przewraca, jak mam szczęśliwy związek. I tak, robię głupoty.
Tak łatwo mnie zaniedbać, że aż samą siebie obrzydzam. Rozpieszczona panienka. Ja.

  • RSS