percha blog

Twój nowy blog

Wpisy, których autorem jest autor

How I wish to come with you, how we wish to make it through.

Łapią mnie przemyślenia natury emocjonalnej. Jest to podyktowane przede wszystkim faktem zmiany mojego statusu na „singiel” w serialu zwanym życiem, w który roi się od takich nieoczekiwanych zwrotów akcji.
Przemyślenia stąd, że jestem największym gównem na świecie. Dlaczego nie umiem traktować osób, które kocham tak, jak powinny być kochane? Musiałam zranić w ten sposób wiele osób. Z momentem w którym ja zostaję zraniona, trzeźwieję i zdaję sobie sprawę z własnych wad i siły, którą mogę wykorzystać, żeby je naprawić. Niestety zdaję też sobie sprawę z tego, jak bardzo spieprzyłam, jak bardzo byłam nieszczera, jak wiele zniszczyłam. Analizuję te myśli, czy nie są zwyczajnym wytworem słabej osobowości, żeby usprawiedliwić zdradę drugiej osoby. Zdaje mi się, że nie są. Właściwie jestem pewna, że nie są.
Mam ochotę przyjść do Ciebie dziś wieczorem z różą i jutro rano pojechać pociągiem z powrotem.

Swoje przygody rozpoczynam wciąż w dobrym humorze i bez znużenia. Dostawszy się na (może nie wymarzone, ale zawsze) dobre studia, można zacząć rozglądać się za pokojem (mniej burżujsko) na obcej planecie o roboczej nazwie Warszawa. Zidentyfikowawszy niezidentyfikowane zaległam przed serwisem, chwalącym się tysiącami ogłoszeń o niezaludnionych metrach kwadratowych polskiej stolicy, które za odpowiednią i regularną opłatą staną się w pewnym sensie nasze. Z niewypowiedzianą radością przystąpiłam do lektury.

Pierwsze co się rzuca w oczy to ogrom ofert.
Bierzesz trzy głębokie wdechy i czytasz. Po dziesięciu minutach zdajesz sobie sprawę, że właściwie podoba Ci się każde z tych ogłoszeń, to może warto poddać je jakimś kryteriom? Tak więc ustaliwszy mniej więcej gdzie, za ile i z kim, ponownie zagłębiłam się w lekturze. Po godzinie uzupełniłam kryteria o moje kocie dziecko, a także stworzyłam unikalną tabelę porównawczą ofert w popularnym programie Imperium Szatana, tudzież wysłałam kilka maili/smsów z identycznym pytaniem. No i pięknie, robota wykonana, mogę sobie zrobić kawę.
**
Tegoż samego dnia wieczorem, to jest mniej więcej teraz, zdałam sobie sprawę z tego, że wspomniana mieścina liczy sobie więcej alergików niż jakiekolwiek inne miasto. Autentycznie. Ba! Posunęłabym się nawet do stwierdzenia, że nie ma lepszej obrony antywłamaniowej niż uroczy, puchaty i zabójczo cichy kotek.
Postanowiłam odłożyć na chwilę perypetie pokojowe i zajrzałam do sekcji, w której odwrotnie – ludzie dają ogłoszenia, że wynajmą sobie własny kawałek betonu. Może będzie ktoś szukał ekipy do wynajmu mieszkania? – pomyślałam. Po kilku chwilach uzmysłowiłam sobie, że to było równie nierealne jak to, że wpadnie dziś do mnie na noc Johnny Depp.
„Jestem uroczą studentką lansu i baunsu, która lubi srać kwiatkami, rzygać tENczom i rozpowszechniać zabójcze cichacze po domu. Wybierz mnie! Zapłacę od 550 do 600.”.
AAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
O, głupoto ludzka!
Naiwne, naiwne, naiwne ogłoszenia, do których zajrzy ktoś, kto chciałby się pośmiać, a nie wynająć pokój. Po co w ogóle istnieje taka opcja, żeby zamiast szukać, czekać aż samo się znajdzie? Osobiście nie zniosłabym takiej bierności. Poza tym ktoś, kto daje takie ogłoszenie, sam sobie odbiera prawo wyboru. Ile ofert otrzyma w ten sposób? Dwie? Jedną? Zero? Ludzie są naprawdę, ale to naprawdę śmieszni. Albo może to ja jestem pysznie zaślepiona? Mam odruch wymiotny.
Accio oferta!

Po wynikach ujrzałam wszystko jaśniej. Można być kompletnym idiotą i nie mieć za grosz wyczucia chemicznego, a zdać maturę z chemii genialnie. Można nie wiązać za bardzo faktów z biologii, a wymyślić coś na mądry wynik. Nie wiem, jaki cel jest w zdawaniu tych matur. Na początku cały rok pompują w ciebie brednie, że jesteś gównem, śmieciem i nic nie potrafisz. Dzieje się masa przykrych dla zdolnego ucznia rzeczy. W końcu pierdolisz maturę faktycznie i ich miny wykrzykują triumfalnie „a nie mówiłem?”. Jak dla mnie nauczycieli w polskiej edukacji w ogóle brak. I nie interesuje mnie, czy zostanie zniesiona Karta Nauczyciela czy nie, czy wejdzie miliard nowych reform czy będziemy grać w tą samą grę po sam koniec świata. Pragnę tylko, żeby w końcu przestało się obrywać w tym wszystkim ludziom, którzy za kilka lat przejmą drążek i będą rządzić państwem. Czy mądrzej? Zobaczymy. Jedno jest pewne – nowych zasad sobie nie wbiją, a zabita kreatywność i kult anonimowości prędzej czy później da się we znaki. Oby tak dalej. Jeszcze przede mną dobrych parę lat edukacji, sraki z powodu systemu, mieszczącego się jedynie w określeniu „pojebany”.

Nie kręcą mnie już papierosy.

Kiedyś uwiedziona ich otępiającym działaniem, czułam się w efekcie uspokojona. Teraz to już nudne, nie widzę różnicy „przed” i „po”. Jedynie niesmak i brak chęci do życia.

Nie wiem, co się właściwie dzieje w moim sercu, więc je zostawam w garderobie zanim wyjdę z domu. Nawet się nie martwię, że ktoś je znajdzie i ukradnie. Kto by je chciał?
Większość przejdzie obojętnie, jak to zwykle bywa. A ja sobie poczekam, ale może już nie na tę samą bajkę.

Podsumowanie mojej edukacji: dużo fajek, dużo alkoholu, cztery litery w głowie, samoocena poniżej zera, demotywacja, dezintegracja, demobilizacja, dezercja (?), progresywny regres do entej potęgi.

Moje oczęta preśledziły czujnie fejsbuka w poszukiwaniu nowej szyder-ciekawostki. Napotkanych wiele, skomentowanych (mentalnie) wiele, klikniętych jedna.
Całym swoim spragnionym jestestwem przekierowana zostałam na event z serii tych „nie, bo nie” tym razem pochodzenia homofobicznego. „Cud, miód, śmietanka” – pomyślawszy. Zatarłam ręce. Zlekturyzowałam oczętami, patrzcie patrzcie.
„Bracia i siostry” – krzyczy ku mnie autor. Odpowiadam mu uprzejmie i początkowo nieco nieśmiało.
Tak mnie mówi, że to źle, że tamto. Że penis, że anus, że propaganda, że tak nie wolno. Że pani z pornosa zminimalizowanego na pasku ekranu mówi do drugiej pani „Oh koń, tak koń, konia mi trzeba. Wyliżę Ci cipeczkę, ty myśl o pensie, o koniu, o taaaak”. Jęczy lubieżnie, przeciąga się i nawet patrzy w trybie ruchaćruchać.
-Nosz kurwa – myśli, zapomniawszy przecinka tu, oraz postawiwszy go przed oraz. Oraz to orgazm bez dwóch liter, bez dwóch zdań. Postawim przecinek, wszechpolski przecinek dobrem pożądanym. O pożądanie, o pożądanie. O ruchliwe białe rzesze, o rzesze, rzesze.
-Wkracam, dziewczęta, wkraczam. – szepcze zasapany po siódmym wersie wypowiedzi. Klawiaturowa palcówa zmęczyła go, jednakże ujmuje w ręce swe drąg i dalejże!, zapamiętale miętosi kapucyna.
Zniesmaczona oderwałam wzrok, poszukując liczby osób, które odpowiedziały na wezwanie człowieka, nazywanego w królestwie mojego „ja” Wszechpolskim Miszczem Interpunkcyji.
Przewróciwszy się, postanowiłam przewrócić się ponownie i wystosować adekwatny do sytuacji list do Boga. Mógł troszku mniej ochrzaniać gejów, bo żyć nie dadzą, a miłość rzecz ludzka.
Wpadł mi do głowy pomysł na dramat. Romeo i Julio. Opowieść o dwóch gejach z Werony, którzy się zabijają, ponieważ zwaśnione rodziny nie pozwalają im się ze sobą w ogóle zadawać, w związku z tym ani jeden ani drugi nie może sobie swobodnie podziubdziać. Przeżywają tantalskie męski połączone z erekcją na swój widok i decydują się w końcu razem uciec, żeby w innym mieście móc spokojnie się nawzajem wydymać. Jednakże wskutek nieszczęśliwego nieporozumienia umierają oboje. Rodziny, zobaczywszy to, są w końcu uwolnione od klątwy, gayfriendly przekleństwa. Dzięki temu się godzą i ruszają razem z Wszechpolskim Miszczem Interpunkcyi na wspomnianą paradę „nie, bo nie” po Warszawie.
Polsko, kochane ty moje, skończmy te intelektualne zabory.

Bohaterowie: Maturzystka I, Maturzystka II 




MATURZYSTKA I:


Hej, kujon.



MATURZYSTKA II:



Pffff, s

ama jesteś kujon.

MATURZYSTKA I:
(zadaje milion pytań, prowadząc rozmowę o dupie Maryni)
MATURZYSTKA II:
(coś tam odpowiada, niechętnie)
MATURZYSTKA I:




Ej, w ogole dałabys radę mi przeskanować kartkę z Twoim podpisem? N






ie musi byc nieczytelny, tylko żeby było Twoje imię i nazwisko.


MATURZYSTKA II:
(w szoku; początkowo ignoruje pytanie)


MATURZYSTKA I:


Zbieram podpisy osob z którymi sie przelizałam, russetiden, jeśli pamietasz co to. Muszę mieć 10, to później do czapki będę mogła przyczepić pomadkę. 

MATURZYSTKA II:
(wątpi w życie i przystawia sobie do skroni metaforyczny pistolet, a do gardła metaforyczny nóż; odmawia współżycia)
MATURZYSTKA I:




No weź sobie jaj nie rób. T






o bardzo poważna sprawa.



MATURZYSTKA II:
(seppuku; zmartwychwstanie; poczyna się żegnać z rozmówczynią)
MATURZYSTKA I:
cham jestes, wiesz? Sztywniak, papa.
MATURZYSTKA II:
KONIEC

W tak nowoczesnych czasach trudniła
się nakręcaniem pozytywki. W jej dźwiękach było zdecydowanie
więcej uroku niż w szczerzących zęby kradzionych empetrójkach.

Melodia antyku przepełniona była
pewnym żalem, słuchając jej mimowolnie roniła łzy wzruszenia.
Nieidealne dźwięki trafiały precyzyjnie w samo centrum jej duszy.
Kruszyły na chwilę człowieczą postać, żeby mogła ona po chwili
zapomnienia, odbudować się na złotych fundamentach intelektualnej
rozkoszy.

Jej myśli tym razem potrzebowały
kilkakrotnego nakręcenia pozytywki, a i to nie dało jej
upragnionego wzniosłego spokoju.

Myśli dziewczęcia zaprzątał
nieprzyjemny obraz.

Cała przecudowna miłość…, o
miłości!

Czemu dając jednym najszerszy uśmiech
na świecie, innym odbierasz grunt spod nóg?

Usta przy ustach

stukot serca

zgrzyt trzask najprzykrzejszy

kruszący rzęsistych łez ciemiężący

przestańże.

przestań.

szepty szukają szacunku w strasznym
szale miłości

szsz serce…

Sama sięgnęła po papier. Prawdziwy
papier, gdyż elektronicznego zgnieść się nie da.

-Serce – pisze – szszszsz. Ból
przeminie, w momencie kiedy na niebie zagoszczą najbardziej burzowe
z chmur. Ulewa szczęścia spadnie z nieba, a całe stworzenie świata
utonie pochłonięte żywiołem. Na jego miejscu urodzi się drugie
widzenie człowieka. Człowiek w związku z drugim. Ja w związku z
Tobą. Ja w związku z Tobą i z Nim.

Zgniotła papier, a ziemia rozstąpiła
się, by go pochłonąć.

Ask yourself what you are worried about if same-sex marriage is legalized. Whatever your answer is, ask yourself if you really believe what you just came up with. Homosexuality is not going to spread. It is not communicable. Society is not going to turn into a Lady Gaga video. Most gay couples I know are just as boring as you and I. They sit on the couch and watch television. They work at the post office, the hospital, the grocery store, and at real estate agencies, just like heterosexuals do. They eat out at restaurants and shop at Target. Many have pot bellies and don’t have much fashion sense, just like me. They own pets, and go to church. They volunteer, sing Christmas carols, and buy Girl Scout cookies. What are you afraid of? What is going to change by allowing these people to commit to one another and enjoy the benefits that you and I enjoy: tax breaks, insurance breaks, bereavement leave, medical leave to care for a sick partner, domestic violence protection, visitation of partner in the hospital, burial determination, medical decisions on behalf of partner. Really sexy stuff. You and I take these things for granted. Nobody wants to go through life not knowing how they will deal with some of these difficult moments in life. Imagine if you were denied any of the above rights when the time came for you and your spouse to exercise that right? I’ll tell you what it would feel like. It would feel like you were a second-class citizen.

#31.

Brak komentarzy

Czuję, że prowadzę wobec Magdy podwójne życie. Między innymi dlatego, że nie dzieję się z nią swoim wnętrzem ani nawet uczuciami względem innych osób. Może jest to spowodowane tym, że mnie zwyczajnie nie rozumie? Dlatego nawet nie próbuję.

Miłość mojego dzieciństwa znalazła sobie pierwszą po mnie. Ich związek jest naprawdę poważny i obie są mocno zaangażowane uczuciowo. Co ja o tym myślę? Czemu czuję się tak dziwnie?
Dopadła mnie nostalgia. Nie mam mózgu.

Jak łatwo można powiedzieć, że to co było ma swój koniec tu i teraz. Jak łatwo przekreślić kogoś i podeptać jego czas. Jak łatwo zatrząsnąć czyimś światem i go doszczętnie zniszczyć. Dlaczego? Czy warto w ogóle wchodzić w czyjeś życie i pozwolić komuś wejść w swoje, mając tę świadomość, że jedyne co nas tam czeka to prędzej czy później ból?

Nawet jeśli dzisiaj nam wyjdzie i niech nawet wychodzi te kolejne dwadzieścia lat, to prędzej czy później nadejdzie ten dwudziesty pierwszy rok i wszystko się zwali nam na głowy, cały ten sufit nasiąkniętych wodą lat i przez to o wiele cięższych niż nam się zdawało.

Nie chcę nigdzie odchodzić, to jest jakaś decyzja. Nie chcę być zabójcą. Nie chcę być zamachowcem czyichś światów. W tego imię jestem, tylko i aż.
Czasem patrzę na imiona i nazwiska.
Zastanawiam się, czy też pijesz teraz herbatę.
Też, przecież ja nie piję teraz herbaty.

  • RSS