How I wish to come with you, how we wish to make it through.

Łapią mnie przemyślenia natury emocjonalnej. Jest to podyktowane przede wszystkim faktem zmiany mojego statusu na „singiel” w serialu zwanym życiem, w który roi się od takich nieoczekiwanych zwrotów akcji.
Przemyślenia stąd, że jestem największym gównem na świecie. Dlaczego nie umiem traktować osób, które kocham tak, jak powinny być kochane? Musiałam zranić w ten sposób wiele osób. Z momentem w którym ja zostaję zraniona, trzeźwieję i zdaję sobie sprawę z własnych wad i siły, którą mogę wykorzystać, żeby je naprawić. Niestety zdaję też sobie sprawę z tego, jak bardzo spieprzyłam, jak bardzo byłam nieszczera, jak wiele zniszczyłam. Analizuję te myśli, czy nie są zwyczajnym wytworem słabej osobowości, żeby usprawiedliwić zdradę drugiej osoby. Zdaje mi się, że nie są. Właściwie jestem pewna, że nie są.
Mam ochotę przyjść do Ciebie dziś wieczorem z różą i jutro rano pojechać pociągiem z powrotem.