percha blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2012

Podsumowanie mojej edukacji: dużo fajek, dużo alkoholu, cztery litery w głowie, samoocena poniżej zera, demotywacja, dezintegracja, demobilizacja, dezercja (?), progresywny regres do entej potęgi.

Moje oczęta preśledziły czujnie fejsbuka w poszukiwaniu nowej szyder-ciekawostki. Napotkanych wiele, skomentowanych (mentalnie) wiele, klikniętych jedna.
Całym swoim spragnionym jestestwem przekierowana zostałam na event z serii tych „nie, bo nie” tym razem pochodzenia homofobicznego. „Cud, miód, śmietanka” – pomyślawszy. Zatarłam ręce. Zlekturyzowałam oczętami, patrzcie patrzcie.
„Bracia i siostry” – krzyczy ku mnie autor. Odpowiadam mu uprzejmie i początkowo nieco nieśmiało.
Tak mnie mówi, że to źle, że tamto. Że penis, że anus, że propaganda, że tak nie wolno. Że pani z pornosa zminimalizowanego na pasku ekranu mówi do drugiej pani „Oh koń, tak koń, konia mi trzeba. Wyliżę Ci cipeczkę, ty myśl o pensie, o koniu, o taaaak”. Jęczy lubieżnie, przeciąga się i nawet patrzy w trybie ruchaćruchać.
-Nosz kurwa – myśli, zapomniawszy przecinka tu, oraz postawiwszy go przed oraz. Oraz to orgazm bez dwóch liter, bez dwóch zdań. Postawim przecinek, wszechpolski przecinek dobrem pożądanym. O pożądanie, o pożądanie. O ruchliwe białe rzesze, o rzesze, rzesze.
-Wkracam, dziewczęta, wkraczam. – szepcze zasapany po siódmym wersie wypowiedzi. Klawiaturowa palcówa zmęczyła go, jednakże ujmuje w ręce swe drąg i dalejże!, zapamiętale miętosi kapucyna.
Zniesmaczona oderwałam wzrok, poszukując liczby osób, które odpowiedziały na wezwanie człowieka, nazywanego w królestwie mojego „ja” Wszechpolskim Miszczem Interpunkcyji.
Przewróciwszy się, postanowiłam przewrócić się ponownie i wystosować adekwatny do sytuacji list do Boga. Mógł troszku mniej ochrzaniać gejów, bo żyć nie dadzą, a miłość rzecz ludzka.
Wpadł mi do głowy pomysł na dramat. Romeo i Julio. Opowieść o dwóch gejach z Werony, którzy się zabijają, ponieważ zwaśnione rodziny nie pozwalają im się ze sobą w ogóle zadawać, w związku z tym ani jeden ani drugi nie może sobie swobodnie podziubdziać. Przeżywają tantalskie męski połączone z erekcją na swój widok i decydują się w końcu razem uciec, żeby w innym mieście móc spokojnie się nawzajem wydymać. Jednakże wskutek nieszczęśliwego nieporozumienia umierają oboje. Rodziny, zobaczywszy to, są w końcu uwolnione od klątwy, gayfriendly przekleństwa. Dzięki temu się godzą i ruszają razem z Wszechpolskim Miszczem Interpunkcyi na wspomnianą paradę „nie, bo nie” po Warszawie.
Polsko, kochane ty moje, skończmy te intelektualne zabory.

Bohaterowie: Maturzystka I, Maturzystka II 




MATURZYSTKA I:


Hej, kujon.



MATURZYSTKA II:



Pffff, s

ama jesteś kujon.

MATURZYSTKA I:
(zadaje milion pytań, prowadząc rozmowę o dupie Maryni)
MATURZYSTKA II:
(coś tam odpowiada, niechętnie)
MATURZYSTKA I:




Ej, w ogole dałabys radę mi przeskanować kartkę z Twoim podpisem? N






ie musi byc nieczytelny, tylko żeby było Twoje imię i nazwisko.


MATURZYSTKA II:
(w szoku; początkowo ignoruje pytanie)


MATURZYSTKA I:


Zbieram podpisy osob z którymi sie przelizałam, russetiden, jeśli pamietasz co to. Muszę mieć 10, to później do czapki będę mogła przyczepić pomadkę. 

MATURZYSTKA II:
(wątpi w życie i przystawia sobie do skroni metaforyczny pistolet, a do gardła metaforyczny nóż; odmawia współżycia)
MATURZYSTKA I:




No weź sobie jaj nie rób. T






o bardzo poważna sprawa.



MATURZYSTKA II:
(seppuku; zmartwychwstanie; poczyna się żegnać z rozmówczynią)
MATURZYSTKA I:
cham jestes, wiesz? Sztywniak, papa.
MATURZYSTKA II:
KONIEC

  • RSS