percha blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2011

język agresji

1 komentarz

Ja pierdolę. Czasem myślę, że jestem w związku z jakąś kretynką, która ma kompletne zero pomysłów na to, że druga osoba może mieć uczucia. Ja nie wiem, czy ona nie ma jakiejś refleksyjnej części charakteru?

Powiedziałam jej, że nie życzę sobie jej kontaktu z Tamtą. Nieważne, czy sama próbuję wybaczyć i zapomnieć, czy nie. Ale ona zwyczajnie wszystko bierze i kurwa pieprzy. Nie mam ochoty na żadne godzenie się, na żadne miłości, na żadne rozumienie i wybaczanie, a na fochy i okazywanie całego ogromu negatywnych uczuć, które mnie wypełniają. Nie jestem z cukru, ale też nie z betonu.
Co to ma w ogóle być. Jak kurwa można o kimś myśleć poważnie, a jednocześnie tak idealnie wszystko mieszać? Jak można nie wpaść na pomysł, że może warto zadbać na święta o jakieś kontaktowe zabezpieczenie, a pisanie do kochanki nie jest dobrym pomysłem? Jestem załamana tym poziomem.Czuję, że to się ze mnie wylewa, że jestem wściekła, że mam ochotę rzucać rzeczami o ścianę zamiast bębnić w tę klawiaturę z całej siły. A po policzkach toczą się powoli łzy, oddech przyspiesza i odcinam się od tu i teraz.
W tej chwili chcę to zakończyć. Nie wiem, gdzie bym była bez tego związku, ale nie mogę go mieć za wszelką cenę. Czasem się łapię na tym, że nienawidzę tego, co ona mi robi i co się dzieje. Nienawidzę. Chyba się w sobie zamknę szczelnie i nikogo nie wpuszczę w siebie. Tak się czuję, jakbym jednak nie znalazła miłości. Była nią dla drugiej osoby, ale nie znalazła odwzajemnienia.
Jak to powiedziała pewna mądra starsza pani „Isnieją różne definicje miłości, każdy rozumie ją inaczej. On ją kochał szalenie. Tylko, że dla niego „kochać” znaczyło „mieć na własność”.”. Ona kocha, kocha bardzo, ale nie w taki sposób w jaki ja chcę być kochana. Chociaż może mówię to raczej przez pryzmat tego, że otworzyła dzisiaj we mnie na nowo tę furtkę, którą próbowałam te parę miesięcy w sobie zamknąć. Ale z niej nieczuła idiotka. Tak myślę.
Ogarnia mnie już otępienie i spowodowany tym spokój. Dłonie są ciężkie, a palce nie chcą pisać. Mam ochotę na papierosa, ale nie mam zamiaru teraz palić.
Ten dzień już spisałam na straty, już mnie przytłoczył.

Jestem szczęśliwa w swoim związku, jestem. Ale zdarzają się takie momenty jak ostatnio, kiedy ta głupia kobieca część krzyczy, że jednak ma ochotę spróbować czegoś innego. Wali małymi piąstkami w moje serce aż zaczyna bić i pompować do mózgu zatrutą krew, podłą krew. Skrzywiona sprawia, że pojawiają się myśli, których nigdy tam nie chciałam i których nie chcę. A potem na domiar złego przez jakiś czas przychodzą sny, które nie idą sobie precz ode mnie nawet po przebudzeniu. Nawet wtedy. I czuję się zagubiona, samotna, gdzieś po drugiej stronie półkuli. Nadchodzi zima, powietrze się ochładza a dni są coraz ciemniejsze. Ja też.

Jedyne czego chcę, to zwinąć się w kulkę. „Idź stąd, idź stąd” – psuć ciszę życzeniami ukrytego serca, drugiego serca.
Jeżeli nie można kochać dwóch osób jednocześnie, niech jedno z tych uczuć pójdzie szukać innego właściela, ja naprawdę nie jestem dobrym miejscem dla tak wielu dzikich lokatorów. Nie stać mnie na utrzymanie ich.

weź się pan.

1 komentarz

Myśli pozytywne tylko brzmią pozytywne, ale jest w porządku.

Nic nie ogarniam, czuję tylko taką lekką potrzebę pisania. Gdzieś we mnie gniecie się dziwne uczucie. Na swoim miejscu nie zdaje się być nic. Wraz z namiastką miłości kroczy tęsknota. A gdzieś obok niej czai się ból czy strach albo jedno i drugie. Czuję jakiś zastój, blokadę w pracy. Kawa gasi pragnienie i budzi, a papierosy lecą, jakbym umiała palić.
Subtelna jesienna chandra zajrzała w moje drzwi. Jej owoce cieszą oczy innych ludzi. Mnie na tę chwilę ucieszyłaby jedynie informacja o Ich wyjeździe, chociaż za nimi tęsknię. To kolejny idiotyzm życia. Kiedy w końcu odkrywasz, że zależy Ci na rodzinie, okazuje się że zaraz opuszczasz dom. Słodkie dzieciństwo popsuły mi poszukiwania dorosłości. To smutne, bo jestem teraz przez to tylko zgorzkniała.
Sny. Pojawiła się w nich A. Nie moja, obca.
Nie tęsknię już od dawna. Dzisiaj nie jest żadnym wyjątkiem. Szkoda, że rozumiem to tylko ja.

Chciałam walnąć coś szczerego i grafomańskiego, tymczasem wypróbuję sposób myślenia pozytywnego, bo podobno to działa lepiej. Nie mam też czasu, strzepnę szybko.

Jestem szczęśliwa i trzymam szczęście mocno w rękach.
Tylko, że mam serce i kiedy wszystko jest tak idealnie, to pojawia się w człowieku chęć destrukcyjna.
Co by się nie stało, ja i tak będę chora na szczęście. Będę chora na szczęście. Jestem chora na szczęście.
Nie, stop, żadnych metafor, lepiej wrócę do pierwszego zdania…
Jestem szczęśliwa.
Szczęśliwa, bo moje życie jest wspaniałe. Pięknie poukładane i panuję nad nim. Nic się nie zepsuje, nie jestem sama.
(Boże, spraw żeby ta notka była chociaż w połowie tak pozytywna jak powinna być i, żebym ani jednym słowem tu jednak nie skłamała)

  • RSS